Dla pocieszenia dla wszystkich jesiennych malkontentów informuję, że u nas mimo iż ciepło (+18stC) to jednak znowu leje a jak donoszą autochtoni już od niedzieli ma powrócić mistral (czyli miejscowy halny). To dobra wiadomość bo właśnie kończymy naprawianie szkód po poprzednim - nasz sąsiad - p. Bruno (ten od surowych steków) naprawia nam tynki które odpadły z domu po ostatniej wichurze - taki sobie poboczny urok słonecznej Prowansji :)
Wczoraj imieninowo sprawiliśmy sobie małą przyjemność w postaci koncertu Artura H. To takie nasze małe francuskie odkrycie muzyczne - pianista, wokalista, trochę jazzowo, trochę rockowo, coś pomiędzy Tomem Waitsem, Sojką i Kultem - trudno opisać ale warto posłuchać:
http://itunes.apple.com/fr/album/baba-love/id468944829
http://www.arthurh.net/
Dodatkowo miejsce koncertu super, stare poprzemysłowe budynki, fajny klimat:
http://www.cabaret-aleatoire.com/cabaret/
Dziękujemy Asi i Olivierowi za zaproszenie :)
Poza tym to my już myślami po mału w Polsce, bo dokładnie za 2 tygodnie o tej porze powinniśmy całą piątką (JP+dziewczyny+kot) lądować w Rębiechowie....
Już się nie możemy doczekać żeby was wszystkich zobaczyć !!!
Pozdrowienia,
JP+family
piątek, 2 grudnia 2011
poniedziałek, 28 listopada 2011
Pozdrowienia z Mexico!
Hola Senores i Senoras!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie z Meksyku! Na cztery dni porzuciłem moją rodzinę na południu Francji i poleciałem biznesowo wizytować fabrykę w Cuernavaca koło Mexico City. 12 godzin lotu z Paryża i jestem :) Mimo iż tym razem nie mam szans na zwiedzanie to i tak nawet to co widać z okien taksówki jest super - kolorowo, pełno zieloni, wszędzie VW garbusy, ludzie mili, piwo zimne - żyć nie umierać!
Dodatkowo hotel jak z bajki:
http://www.hotelhaciendadecortes.com.mx/
Szkoda tylko, że to wszsytko samemu :(
Pozdrawiam,
JP
Pozdrawiam wszystkich serdecznie z Meksyku! Na cztery dni porzuciłem moją rodzinę na południu Francji i poleciałem biznesowo wizytować fabrykę w Cuernavaca koło Mexico City. 12 godzin lotu z Paryża i jestem :) Mimo iż tym razem nie mam szans na zwiedzanie to i tak nawet to co widać z okien taksówki jest super - kolorowo, pełno zieloni, wszędzie VW garbusy, ludzie mili, piwo zimne - żyć nie umierać!
Dodatkowo hotel jak z bajki:
http://www.hotelhaciendadecortes.com.mx/
Szkoda tylko, że to wszsytko samemu :(
Pozdrawiam,
JP
czwartek, 24 listopada 2011
Jak dodawać komentarze na naszym blogu?
Po licznych rozmowach w Polsce okazało się że nie wszyscy wiedzą, że żeby dodać komentarz na naszym poście nie trzeba wcale posiadać konta na gmailu.
Poniżej krótka instrukcja:
1. Klikamy na link "0 komentarzy" (mam nadzieję że nie długo...)
2. Wybieramy profil "Nazwa/Adres URL"
3. W polu "Nazwa" wpisujemy swoje imię/nazwisko/pseudonim artystyczny, pole ULR można zostawić puste
4. Wpisujemy komentarz
5. Przepisujemy kod z obrazka
6. Dzielimy się swoimi wrażeniami z innymi :)
Pozdrawiam,
JP
Poniżej krótka instrukcja:
1. Klikamy na link "0 komentarzy" (mam nadzieję że nie długo...)
2. Wybieramy profil "Nazwa/Adres URL"
3. W polu "Nazwa" wpisujemy swoje imię/nazwisko/pseudonim artystyczny, pole ULR można zostawić puste
4. Wpisujemy komentarz
5. Przepisujemy kod z obrazka
6. Dzielimy się swoimi wrażeniami z innymi :)
Pozdrawiam,
JP
Wizyta w Polsce
Witam wszystkich!
No więc w zeszłym tygodniu po 4 miesięcznej nieobecności spędziłem 4 intensywne dni w Polsce. Bardzo, bardzo fajnie było ale wróciłem kompletnie wyczerpany! W piątek długie Polaków rozmowy na parapetówie u Marka do 4 nad ranem, w sobotę jeszcze dłuższe z kolegami w Sopocie do 5 rano..., do tego rodzina, przyjacielem, Juszki, pyszne jedzenie.... Było warto! Naprawdę miło było was wszystkich zobaczyć, wielkie dzięki!
Gdańsk zastałem po tych czterech miesiącach mocno odmieniony, poczynając od nowego termianala na lotnisku, poprzez nowe drogi (Łostowicka) a na nowych mostach kończąc (Słowackiego, obwodnica) - wszystko robie super wrażenie a dodatkowo mogę się chyba cieszyć że nie musiałem stać w tych wszystkich korkach podczas budowy :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do zobaczenia Polsce 16 grudnia razem z całą naszą czwórką :)
JP.
No więc w zeszłym tygodniu po 4 miesięcznej nieobecności spędziłem 4 intensywne dni w Polsce. Bardzo, bardzo fajnie było ale wróciłem kompletnie wyczerpany! W piątek długie Polaków rozmowy na parapetówie u Marka do 4 nad ranem, w sobotę jeszcze dłuższe z kolegami w Sopocie do 5 rano..., do tego rodzina, przyjacielem, Juszki, pyszne jedzenie.... Było warto! Naprawdę miło było was wszystkich zobaczyć, wielkie dzięki!
Gdańsk zastałem po tych czterech miesiącach mocno odmieniony, poczynając od nowego termianala na lotnisku, poprzez nowe drogi (Łostowicka) a na nowych mostach kończąc (Słowackiego, obwodnica) - wszystko robie super wrażenie a dodatkowo mogę się chyba cieszyć że nie musiałem stać w tych wszystkich korkach podczas budowy :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do zobaczenia Polsce 16 grudnia razem z całą naszą czwórką :)
JP.
niedziela, 13 listopada 2011
Święto Narodowe
U nas oczywiście też świętowaliśmy, mimo iż w pobliżu nie było żadnych marszów faszystowskich i antyfaszystowskich w których można by wziąć udział rzucająć kamieniami...
11 listopada od rana białoczerowona flaga dumnie powiewała nad naszym wejściem, wieczorem zjedliśmy uroczystą kolację i jak przystało na prawdziwych emigrantów uroniliśmy kilka łez z tęsknoty za ojczyzną...
Co by nie mówić - Prowansja Prowansją ale dom ma się tylko jeden....
Natomiast dzisiaj wzięliśmy udział w Ognisku Wolności zorganizowanym przez polonijną organizację Aix Polonica działającą w Aix en Provence (http://www.aixpolonica.net/). Dzięki tej organizacji polskie dzieci z okolic Marsylii i Aix (w tym również nasza Tosia) mają okazję w każdą środę chodzić do polskiego przedszkola i szkoły. Wszystko zorganizowane przez polskich wolontariuszy, któym należy się pełen szacunek za wysiłek wkładany w krzewienie polskiej kultury.
Ognisko rozpoczęło się kameralną mszą polową prowadzoną przez polskiego księdza. Potem była część nieoficalna czyli ognisko, śpiewanie polskich piosenek, kiełbaski, winko, domowe ciasta (nawet sernik!) i bardzo miła atmosfera. W sumie około 100 osób w każdym wieku. Bardzo bardzo miło i domowo, spędziliśmy fajne popołudnie. Poniżej kilka zdjęć:
11 listopada od rana białoczerowona flaga dumnie powiewała nad naszym wejściem, wieczorem zjedliśmy uroczystą kolację i jak przystało na prawdziwych emigrantów uroniliśmy kilka łez z tęsknoty za ojczyzną...
Co by nie mówić - Prowansja Prowansją ale dom ma się tylko jeden....
Natomiast dzisiaj wzięliśmy udział w Ognisku Wolności zorganizowanym przez polonijną organizację Aix Polonica działającą w Aix en Provence (http://www.aixpolonica.net/). Dzięki tej organizacji polskie dzieci z okolic Marsylii i Aix (w tym również nasza Tosia) mają okazję w każdą środę chodzić do polskiego przedszkola i szkoły. Wszystko zorganizowane przez polskich wolontariuszy, któym należy się pełen szacunek za wysiłek wkładany w krzewienie polskiej kultury.
Ognisko rozpoczęło się kameralną mszą polową prowadzoną przez polskiego księdza. Potem była część nieoficalna czyli ognisko, śpiewanie polskich piosenek, kiełbaski, winko, domowe ciasta (nawet sernik!) i bardzo miła atmosfera. W sumie około 100 osób w każdym wieku. Bardzo bardzo miło i domowo, spędziliśmy fajne popołudnie. Poniżej kilka zdjęć:
środa, 9 listopada 2011
Nadal pada...
Na pocieszenie dla wszystkich w Polsce uprzejmie donoszę, że u nas cały czas pada (dzisiejsza prognoza poniżej) - może ta optymistyczna informacja spowoduje że ktoś się skusi na jakiś mały komentarz....
Czy ktoś wogóle jeszcze czyta tego bloga ?!?
Pozdrowienia
JP
Czy ktoś wogóle jeszcze czyta tego bloga ?!?
Pozdrowienia
JP
Jour
Max.
17°
17°
Lever du soleil: 07:23
Risque de précip. 30%
Risque de précip. 30%
Nuit
Min.
12°
12°
Coucher du soleil: 17:21
Risque de précip. 30%
Risque de précip. 30%
piątek, 4 listopada 2011
Camargue
Z okazji dłuższego weekendu związanego ze świętem Wszystkich Świętych wybraliśmy się na dwudniowy wypad do miejscowości Saintes Maries de la Mer będącej stolicą regiony Camargue.
Camargue to miejse naprawdę niezwykłe, wręcz magiczne w swojej dzikości i kontrastach. Znajduje się nad morzem, w rozlewisku Rodanu, pośród licznych bagien i mokradeł. Słynie z dzikich białych koni, czarnych byków, różowych flemingów i ryżu. Do tego klimaty hiszpańskie (corridy), gulasz z byka, kowboje (zwróćcie uwagę na gustowne koszule poniżej), cyganie, długie piaszczyste plaże i mnóstwo dzikich ptaków.
Pozwiedzaliśmy, dobrze zjedliśmy, dziewczynki pojeździły na kucykach. Fajny odpoczynek.
Pyszności ... (ostrygi)
Koszule dla lokalnych kowbojów:
Wino "Pink Flamingo":
Flamingi:
Stolicą Camargue jest malutka miejscowość Saintes Maries de la Mer (Święte Marie z nad morza), jej nazwa pochodzi od legendy zgodnie z którą ok. 50 r n.e., na środku Morza Śródziemnego, za karę za głoszenie chrześcijaństwa, wsadzono do łodzi bez wioseł Marię Jakubową (matkę dwóch apostołów) i Marię Salomeę (siostrę Matki Bożej). Łódź cudem dobiło do brzegu Francji. Na pamiątkę tego wydarzenia powstała figura dwóch świętych Marii którą trzy razy do roku wozi się łodzią po morzu z okazji pielgrzymek przybywających do Saintes Maries.
Figura znajduje się w starym średniowiecznym kościele, w którym znajduje się również obwieszona złotymi szatami figura Świętej Sary, patronki cyganów. Co roku odbywają się do niej barwne pielgrzymki cyganów z całej Francji.
My pod Św. Sarą zapaliliśmy świeczki z okazji Wszystkich Świętych.
Camargue to miejse naprawdę niezwykłe, wręcz magiczne w swojej dzikości i kontrastach. Znajduje się nad morzem, w rozlewisku Rodanu, pośród licznych bagien i mokradeł. Słynie z dzikich białych koni, czarnych byków, różowych flemingów i ryżu. Do tego klimaty hiszpańskie (corridy), gulasz z byka, kowboje (zwróćcie uwagę na gustowne koszule poniżej), cyganie, długie piaszczyste plaże i mnóstwo dzikich ptaków.
Pozwiedzaliśmy, dobrze zjedliśmy, dziewczynki pojeździły na kucykach. Fajny odpoczynek.
Pyszności ... (ostrygi)
Koszule dla lokalnych kowbojów:
Wino "Pink Flamingo":
Flamingi:
Stolicą Camargue jest malutka miejscowość Saintes Maries de la Mer (Święte Marie z nad morza), jej nazwa pochodzi od legendy zgodnie z którą ok. 50 r n.e., na środku Morza Śródziemnego, za karę za głoszenie chrześcijaństwa, wsadzono do łodzi bez wioseł Marię Jakubową (matkę dwóch apostołów) i Marię Salomeę (siostrę Matki Bożej). Łódź cudem dobiło do brzegu Francji. Na pamiątkę tego wydarzenia powstała figura dwóch świętych Marii którą trzy razy do roku wozi się łodzią po morzu z okazji pielgrzymek przybywających do Saintes Maries.
Figura znajduje się w starym średniowiecznym kościele, w którym znajduje się również obwieszona złotymi szatami figura Świętej Sary, patronki cyganów. Co roku odbywają się do niej barwne pielgrzymki cyganów z całej Francji.
My pod Św. Sarą zapaliliśmy świeczki z okazji Wszystkich Świętych.
Koniec lata
No to lato się skończyło. Definitywnie i nieodwołalnie. Od dwóch dni mamy tu mały huragan. Drzewa się łamią, leżaki latają po ogrodzie, plastikowy domek dziewczynek prowansalskie tornado rozerwało na kawałki i rozrzuciło po działce. Kota wypuszczamy na zewnątrz tylko na smyczy a dziewczynkom jak wychodzą do przedszkola wkładamy kamienie do kieszeni.
Do tego leje niemal bez przerwy.
Jeżeli tydzień temu wydawało się nam, że wieje mistral, to teraz już wiemy, że to był zaledwie mistralik, mały zefirek...
No to tak dla pocieszenia po tych wszystkich wiadomościach o słońcu, ciepłym morzu i pluskach w basenie :)
Do tego leje niemal bez przerwy.
Jeżeli tydzień temu wydawało się nam, że wieje mistral, to teraz już wiemy, że to był zaledwie mistralik, mały zefirek...
No to tak dla pocieszenia po tych wszystkich wiadomościach o słońcu, ciepłym morzu i pluskach w basenie :)
wtorek, 1 listopada 2011
Marseille-Cassis 2011
Halo, halo!
Po dłuższej przerwie spowodowanej moim budżetami a Kasi podróżami po Europie ponownie się odzywamy z gorącym postanowieniem częstszych publikacji w najbliższym czasie.
Na początek news tygodnia - po ponad dwóch miesiącach przygotowań udało mi się szczęśliwie przebiec półmaraton Marseille-Cassis :):):)
Czas 1h46min, dowód poniżej:
http://www2.marseille-cassis.com/en/resultats-course/?nom=&prenom=&dossard=15114&annee=2011&submit=Search
Nie było łatwo bo trasa biegu (ponad 20.308m) biegnie po malowniczych klifach pomiędzy Marsylią a Cassis a różnica wysokości do pokonania wynosi ponad 300 metrów... Ale było warto, atmosfera i wrażenia naprawdę niezapomniane!
Chętnych zapraszam do uczestnictwa już za rok :)
Więcej szczegółów na oficjalnej stronie biegu:
http://www2.marseille-cassis.com/en/
Pozdrawiam,
JP
Po dłuższej przerwie spowodowanej moim budżetami a Kasi podróżami po Europie ponownie się odzywamy z gorącym postanowieniem częstszych publikacji w najbliższym czasie.
Na początek news tygodnia - po ponad dwóch miesiącach przygotowań udało mi się szczęśliwie przebiec półmaraton Marseille-Cassis :):):)
Czas 1h46min, dowód poniżej:
http://www2.marseille-cassis.com/en/resultats-course/?nom=&prenom=&dossard=15114&annee=2011&submit=Search
Nie było łatwo bo trasa biegu (ponad 20.308m) biegnie po malowniczych klifach pomiędzy Marsylią a Cassis a różnica wysokości do pokonania wynosi ponad 300 metrów... Ale było warto, atmosfera i wrażenia naprawdę niezapomniane!
Chętnych zapraszam do uczestnictwa już za rok :)
Więcej szczegółów na oficjalnej stronie biegu:
http://www2.marseille-cassis.com/en/
Pozdrawiam,
JP
niedziela, 16 października 2011
Coś dla sportowców
Mimo sprzyjających warunków atmosferycznych nie udało mi się jeszcze dobrzez zakosztować windsurfingu, byłem na razie tylko raz w La Ciotat, na plaży Saint Jean. Nie muszę mówić że woda miała ze 25 stopni i lazurowy kolor (w końcu lazurowe wybrzeże....). Dla pocieszania dla kończących sezon w Polsce, wiatr był bardzo niestabilny (od 3 do 6 st. B) i na dodatek zrobiłem sobie dziurę w desce (sam zresztą nie wiem jak). Tylko jeden wypad ale i tak było fajnie :)
Zresztą nyślę że sezon tutaj prędko się nie zakończy bo w zeszłym tygodniu woda w morzu w Cassis miała nadal dobrze ponad 20 stopni a wietrznych wraz z nadchodzącą jesienią coraz więcej - jak po raz pierwszy powiał słynny mistral (wiatr schodzący z gór nad morze) to leżaki nam latały po ogrodzie.
Zdjęć w windsurfingu nie robiłem ale jak ostatnio przejeżdżaliśmy przez Bandol były całkiem spore fale i natknęliśmy się na grupę surferów, może to nie Hawaje ale i tak chłopaki dawali radę:
Zresztą nyślę że sezon tutaj prędko się nie zakończy bo w zeszłym tygodniu woda w morzu w Cassis miała nadal dobrze ponad 20 stopni a wietrznych wraz z nadchodzącą jesienią coraz więcej - jak po raz pierwszy powiał słynny mistral (wiatr schodzący z gór nad morze) to leżaki nam latały po ogrodzie.
Zdjęć w windsurfingu nie robiłem ale jak ostatnio przejeżdżaliśmy przez Bandol były całkiem spore fale i natknęliśmy się na grupę surferów, może to nie Hawaje ale i tak chłopaki dawali radę:
Le Castellet
W zeszłym tygodniu, na zakończenie wizyty Babci Jagody, odwiedziliśmy razem z dziewczynkami miasteczko Le Castellet.
Położone ok. 20 km od Toulonu/Bandol jest to przepiękna średniowieczna osada, usytuowana na szczycie góry, z każdej strony otoczonej winnincami AOC Bandol (jedne z lepszych win w naszej okolicy).
Miejsce naprawdę piękne, ze wspaniałymi widokami na okoliczne doliny, winnince, z murów widać nawet morze. Osada pochodzi jeszcze z czasów średniowiecznych, miejsce z tzw. klimatem.
Pośród licznych starych domów znajduje się XII wieczny romański kościółek, polecam, mimo swojej surowości i prostoty prawdziwa perełka, po przekroczeniu drzwi, ciemno, chłodno, kamienne ściany, małe witraże, czujecie się jakbyście się przenieśli 1.000 lat w przeszłość...
W miasteczku mnóstwo sklepików z prowansalskim rękodziełem, małych knajpek i restauracyjek. My wybraliśmy kuchnię bretońską czyli tzw. Galettes - po naszemu naleśniki, z tą różnicą że robione na mące gryczanej więc posiadające specyficzny smak i ciemnobrązowy kolor. Dziewczyny klaszycznie - naleśniki z truskawkami i lodami truskawkowymi i bitą śmietaną (Hania była na koniec cała truskawkowo śmietanowa) a my z mamą naleśniki z Coquilles St Jacques (słynne przegrzebki z Hells Kitchen!), porami i śmietaną. Do tego butelka chłodnego Cidre prosto z Bretanii - pycha ! :)
Poniżej kilka zdjęć z wycieczki:
Położone ok. 20 km od Toulonu/Bandol jest to przepiękna średniowieczna osada, usytuowana na szczycie góry, z każdej strony otoczonej winnincami AOC Bandol (jedne z lepszych win w naszej okolicy).
Miejsce naprawdę piękne, ze wspaniałymi widokami na okoliczne doliny, winnince, z murów widać nawet morze. Osada pochodzi jeszcze z czasów średniowiecznych, miejsce z tzw. klimatem.
Pośród licznych starych domów znajduje się XII wieczny romański kościółek, polecam, mimo swojej surowości i prostoty prawdziwa perełka, po przekroczeniu drzwi, ciemno, chłodno, kamienne ściany, małe witraże, czujecie się jakbyście się przenieśli 1.000 lat w przeszłość...
W miasteczku mnóstwo sklepików z prowansalskim rękodziełem, małych knajpek i restauracyjek. My wybraliśmy kuchnię bretońską czyli tzw. Galettes - po naszemu naleśniki, z tą różnicą że robione na mące gryczanej więc posiadające specyficzny smak i ciemnobrązowy kolor. Dziewczyny klaszycznie - naleśniki z truskawkami i lodami truskawkowymi i bitą śmietaną (Hania była na koniec cała truskawkowo śmietanowa) a my z mamą naleśniki z Coquilles St Jacques (słynne przegrzebki z Hells Kitchen!), porami i śmietaną. Do tego butelka chłodnego Cidre prosto z Bretanii - pycha ! :)
Poniżej kilka zdjęć z wycieczki:
Subskrybuj:
Posty (Atom)